KSIĄŻKI DLA DZIECI – LISTA NASZYCH HITÓW

książki dla dzieci 18

Na ścianach w naszym domu wiszą rzeczy przeróżne. Począwszy od zdjęć, pamiątek z podróży po okolicznościowe dekoracje, do których mam słabość. W pewnym widocznym miejscu wisi też regulamin, dość niewyględny wprawdzie, taki powiedzmy zbiór zasad, których przestrzegamy. Kiedyś, będąc młodą, natchnioną matką, pod wpływem innej natchnionej matki, mieszkanki amerykańskich przedmieść postanowiłam stworzyć coś podobnego na nasz prywatny użytek. Młoda była wtedy jeszcze bardzo młoda i chodziło też w sumie o to, żeby miała jasność co wolno robić, a czego nie, ewentualnie co robić bezwględnie trzeba. I muszę przyznać, że choć może wydawać się to idiotyczne, to ten wiszący na ścianie regulamin naprawdę działa. Jedną z zasad tuż obok: „myjemy ręce po wejściu do domu i po wyjściu z toalety“ jest „wieczorem czytamy bajki“. I tak jak my egzekwujemy to nieszczęsne mycie rąk, tak Młoda pilnuje tego czytania. Jest jak opętana obsesją strażniczka kaganka oświaty w naszym domu. Nawet kiedy padamy na twarz i marzymy tylko o tym, żeby cichaczem zamknąć drzwi do ich pokoju i zapomnieć, że w ogóle mamy dzieci, ona niczym dziewczynka z horroru staje w progu, w piżamie dzierżąc książki dla dzieci pod pachą i niezmiennie co wieczór zadaje sakramentalne pytanie „kto dzisiaj czyta?“

Cóż zrobić skoro sami ukręciliśmy na siebie ten bicz? Co począć skoro nawet odkąd sama już potrafi czytać wciąż domaga się od nas tego wieczornego rytuału? No chyba tylko się cieszyć. To często jedyna spokojna chwila w ciągu całego dnia kiedy możemy wyciszyć się i pobyć ze sobą. Wieczór bez czytania książek to dla Młodej kara. Dosłownie. Do tego doprowadziliśmy. Młody z kolei to zupełnie inny przypadek kliniczny. Ona w jego wieku już z ciekawością przeglądała książeczki, przyglądała się ilustracjom, słuchała pierwszych rymowanek. On z książek buduje garaże dla swoich aut, albo z pasją oddaje się rozrywaniu ich na strzępy. Ale nie poddajemy się. Walczymy. Może pewnego wieczoru to on stanie w progu w piżamie, dzierżąc dumnie książki dla dzieci pod pachą i zapyta: „kto dzisiaj czyta?“

książki dla dzieci 10-horzksiążki dla dzieci 3książki dla dzieci 5-horzksiążki dla dzieci 6-horz książki dla dzieci 17 książki dla dzieci 16 książki dla dzieci 22-horzksiążki dla dzieci 37-horzksiążki dla dzieci 35książki dla dzieci 34-horzksiążki dla dzieci 33książki dla dzieci 38-horzksiążki dla dzieci 39-horzksiążki dla dzieci 23-horzksiążki dla dzieci 24-horzksiążki dla dzieci 29-horzksiążki dla dzieci 1-horz

Książki dla dzieci to temat rzeka. Wystarczy wejść do pierwszej z brzegu księgarni, żeby dostać oczopląsu i zgłupieć totalnie. Dla zagubionych wśród półek z dziecięcą literaturą mam bardzo subiektywny przegląd naszych ostatnich hitów, o tyle bezsensowny, że przedstawia propozycje zarówno dla dwu jak i dla siedmiolatka, no ale trudno. Takich właśnie mam odbiorców w domu i takie wynalazłam dla nich propozycje.

książki dla dzieci

1. „Proszę mnie przytulić“ Wechterowicz, Dziubak. Wyd. Agencja Edytorska EZOP

Absolutnie przepięknie ilustrowana cudowna opowieść z morałem. Wspólny spacer misiowego taty i jego synka staje się piękną lekcją, która przypomina nam o prawdziwym znaczeniu małych, pozornie, nie istotnych gestów.  Cieszę się, że moja duża córka jest jeszcze wciąż na tyle mała, żeby wraz z matką czytać takie książki. Jasiek jeszcze nie kuma za bardzo o co chodzi, ale mam nadzieję, że te rozmiękczające serce ilustracje działają też na niego. Moje dzieci po prostu musiały ją mieć.

2. „Czekoladki dla sąsiadki“ Dorota Gellner. Wyd. Wilga

To kolejna książka, w której zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Zresztą dzięki cudownym ilustracjom i zabawnym, rymowanym historyjkom opisujące perypetie tytułowej sąsiadki i jej zwierzyńca nie było to wcale trudne.  Wierszyki autentycznie angażują uwagę dzieci. To jest jakość, która gwarantuje naprawdę udany wspólnie spędzony czas. Jak dla mnie bomba!

3. „Pamiętnik Zuzy Łobuzy. Inwazja królików“ Pantermuller Alice Wyd. Jaguar

To zabawna i lekka książka teoretycznie dla dzieci od lat ośmiu, ale Młoda przeczytała ją w wakacje jeszcze zanim jako sześciolatka poszła do pierwszej klasy, więc myślę, że spokojnie nadaje się też dla ciut młodszych dzieci. To pierwsza książka, którą faktycznie moja córka przeczytała samodzielnie. Chichrała się przy tym jak wariatka i absolutnie nie trzeba jej było do czytania namawiać. Nic dziwnego skoro to zabawna opowieść o przygodach pewnej uczennicy i jej wywrotowej przyjaciółki oraz zbiór często zaskakujących przemyśleń obu dziewczynek. Co ciekawe książka jest ilustrowana w sposób narzucający od razu porównanie z komiksem i pewnie dlatego tak szybko i chętnie się ją czyta. Kupiliśmy ją przez przypadek, w drodze na wakacje. Wpadliśmy dosłownie na chwilę do księgarni, gdzie każdy z nas szukał czegoś dla siebie do czytania na plaży. Julka wybrała ten pamiętnik i okazał się on strzałem w dziesiątkę. Dostępne są też kolejne części z tej serii. Jak myślicie co Młoda dostanie od nas na dzień dziecka?

4. „Własny kolor“ Leo Lionni . Wyd. Tatarak

Nauka kolorów przy okazji opowiastki o małym kameleonie, który w poszukiwaniu własnego koloru odnajduje coś o wiele cenniejszego. Młodemu się bardzo podoba i mnie również. Zdecydowanie wolę takie podejście do tematu, niż banalne i niezapadające w pamięć, zebranie przypadkowych przedmiotów o tym samym kolorze na jednej kartce. Pomysł z kameleonem jest dużo lepszy i zabawniejszy 🙂

5. „Rok w lesie“ ilustracje: Emilia Dziubak Wyd. Nasza Księgarnia

Ta nie jest zwykła książka, to arcydzieło. Przepiękne, bogate ilustracje zachęcają do wyszukiwania szczegółów i ćwiczenia umiejętności opowiadania. Młodego zainteresowała i to bardzo, a Młoda po prostu przepadła na długie godziny. Młody czytelnik, choć w sumie czytania tutaj jak na lekarstwo, ma możliwość spacerować po lesie podróżując jednocześnie w czasie.  Kolejne karty tej księgi (wszak jest naprawdę zacnych rozmiarów) odsłaniają kolejne miesiące i kolejne pory roku. Dzięki tej niezwykłej podróży zwracamy uwagę na detale otoczenia, które zwykle gdzieś nam umykają.bardzo pouczająca, ciekawa wybitnie i wciągająca. Do polecenia jak najbardziej!

6. „Śmiechu warte“ Agnieszka Frączek. Wyd. Literatura

Ta książka to zbiór zabawnych wierszyków, które zdradzają absolutny geniusz autorki. Pani doktor habilitowana językoznawstwa genialnie bawi i jednocześnie zadziwia. Do kompletu ilustracje Macieja Szymanowicza, tak wyjątkowe, że ma się nieodpartą pokusę oprawienia każdej z nich w ramkę. Te wiersze to nie są proszę Państwa typowe rymowanki dla dzieci. To utwory owszem przepełnione humorem, acz lekko absurdalne, okraszone dowcipem, ale stanowiące pewne wyzwanie, nawet rzecz można logopedyczne. Taka dawka fantazji, imponujący zestaw środków stylistycznych i niebanalnych żartów, pokolorowany na dokładkę i pociągnięty zabawną kreską to jest gratka i to nie tylko dla nieletnich czytelników.

7. „Romeo i Julia“ Alison Oliver, Jennifer Adams Wyd. Format

Mając w domu dziewczynkę o imieniu Julia nie sposób uciec od klasycznej, najsłynniejszej na świecie historii o miłości. Kierowana wrodzoną ciekawością pozwoliłam by Szekspirowskie dzieło dopadło nas wcześniej niż się spodziewałam. Przyznaję, że pomysł opowiedzenia najsłynniejszej bodaj, klasycznej w końcu historii o miłości bardzo małym bo uczącym się dopiero liczyć brzdącom wydał mi się dość rewolucyjny. Zresztą zważywszy, że kończy się ona nader drastycznie moje zdziwienie nie powinno tu chyba nikogo nomen omen dziwić. Nie mogłam się jednak oprzeć tej wersji  dla maluchów (na szczęście bezkrwawej) właśnie za niesztampowe podejście do tematu. Jasiek będzie się zatem razem z Szekspirem uczył cyferek. Jaki dla mnie, brzmi super.

8. „Z muchą na luzie ćwiczymy buzię“ Marta Galewska-Kustra. Wyd. Nasza Księgarnia

Julka regularnie odwiedza logopedę, dlatego na wszelkie książki mogące jej pomóc w ćwiczeniach zwracam szczególną uwagę. W tym przypadku, co jest naprawdę ważne z punktu widzenia dziecka, które z reguły dość szybko nuży się powtarzalnością ćwiczeń i rodzica, który

wykonywania tych ćwiczeń pilnuje, oprócz samych ćwiczeń poznajemy historię zabawnej, dziarskiej muchy i przy okazji możemy się jeszcze raczyć się naprawdę bardzo przyjemną dla oka szata graficzną. Zabawne i pełne humoru przygody eleganckiej muchy sprawiają, że logopedyczna praca staje się zabawą. Świetna pozycja książkowa i na pewno nie tylko dla borykających się z problemami logopedycznymi. Polecam!

Facebook   i   Instagram

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Facebook