ALERGIA JAK RYSA NA SZKLE

alergia 1Kiedy wiercił się w moim brzuchu zastanawiałam się jaki będzie. Wyobrażałam sobie jego oczy, nos i charakter. Oczywiście nic z moich typów się nie sprawdziło, co utwierdziło mnie tylko w przekonaniu, że nie dorobię się na wyścigach, zakładach bukmacherskich, ani nie zrobię kariery jako wróżka. No trudno, muszę z tym żyć. To nie tak, że Młody nie spełnił moich oczekiwań. Nic z tych rzeczy. Tak naprawdę w nosie miałam czy będzie pulchnym niebieskookim blondynem, czy śniadym chudzielcem. W tej kwestii akurat względy estetyczne nie miały większego znaczenia. Marzyłam tylko o tym, o czym marzy jak mniemam każda względnie normalna kobieta w ciąży – żeby był zdrowy. No i był. I jest w sumie. Tylko ta jego nieszczęsna alergia. Niby nic takiego, żadne tam wielkie olaboga, tyle, że ona jest jak, nie przymierzając, rysa na szkle. Na pierwszy rzut oka nie widać jej wcale i przecież można z nią żyć, większe się tragedie zdarzają. No zdarzają się, pewnie, że tak. Tylko nie zmienia to faktu, że ta rysa tam jest i chcąc, nie chcąc trzeba się do niej przyzwyczaić, a prawda jest taka, że jest upierdliwa po prostu.

Alergia – trudne początki

Rzeczywiście na początku, kiedy się objawiła zareagowałam jak to zwykle ja, czyli zryczałam się jak bóbr i przeklinałam okrutny los, który tak podle skrzywdził moje dziecko. Klasyczna histeryczka. Oczywiście doszukiwałam się winy wszędzie gdzie tylko można, najskrupulatniej szukałam w sobie, oskarżałam się o to, że zawiodłam, że nie sprawdziłam się, że jakiś skopany gen mu przekazałam, że zrobiłam coś nie tak. Potem zaczęłam się zamartwiać, jak będzie wyglądać jego życie i jak nasze przy okazji. Na koniec rozczulałam się nad nim, załamywałam ręce jaki to z niego biedny żuczek z zakazem być może dożywotnim spożywania lodów, serników (sic!) i innych pyszności, których niezbędną składową jest mleko. Na szczęście minęło już sporo czasu, trochę się podszkoliłam w temacie, trochę pogadałam z ludźmi, którzy wiedzą z czym to się je (w przenośni i dosłownie) i chyba już mi przeszło. Ogarnęłam się i po prostu nauczyłam się z tą rysą żyć. I rzeczywiście można. Pogodziłam się z tym, że moje dziecko nie może dostać do łapy zwykłej bułki w supermarkecie, że musieliśmy podziękować pani w piekarni za maślane ciasteczka, które chciała mu wręczyć za to, że się tak pięknie do niej uśmiechał i że trzeba znać dokładny skład absolutnie wszystkiego co wkłada do paszczy. Na koniec wystarczyło już tylko przeszkolić babcie, którym nie mieściło się z początku w głowie, że zwykłe naleśniki mogą komukolwiek zaszkodzić. I już luzik, da się żyć.

Dobrze wiedzieć co wisi w powietrzu

Spacerując wśród tego majowego kwiecia, tych wszystkich pączków cudownych, karmiąc Młodego wprawdzie sorbetami zamiast lodów, myślę sobie, że i tak mamy sporo szczęścia. Nie męczą go wszak szczypiące oczy ani swędzący nos. Nic takiego póki co się nie dzieje, choć szczegółowe testy alergiczne jeszcze przed nim, a każde kichnięcie i katar wywołuje falę kolejnych podejrzeń u czujnej jak ważka matki. Na razie wygląda jednak na to, że nie musimy zwiewać w panice na widok kosiarki i świeżo skoszonej trawy, i nie straszne nam kwitnące drzewa i wszędobylskie pyłki. Nie ma tragedii. Alergię pokarmową mamy pod kontrolą i trzymamy ją w ryzach, a im więcej o niej wiemy, tym łatwiej się nam z nią żyje. Nie pozostaje nic innego jak czytać, sprawdzać, obserwować, zaprzyjaźnić się z jakimś sensownym alergologiem, unikać alergenów i kombinować oczywiście, jak życie na diecie eliminacyjnej uczynić nie tylko znośnym, ale też smacznym.

alergia 4alergia 3alergia 2

Sposób na przetrwanie

W momencie największego zaostrzenia objawów nie miałam wyjścia i musiałam otworzyć we własnej kuchni małą piekarnię, z której wychodzą wypieki tak niewiarygodne jak chociażby bułeczki drożdżowe bez mleka i jajek, znikające o dziwo równie chętnie w paszczy głównego zainteresowanego, jak i jego starszej siostry. Zatem jeśli macie w domu małego alergika, albo przynajmniej chwilowy deficyt mleka i jaj, po które nie chce się wam zasuwać do sklepu, zawsze możecie upiec sobie takie oto:

alergia 5-tile

Bułeczki drożdżowe

Składniki:

  • 1/2 kg mąki pszennej
  • 50 g świeżych drożdży
  • 6 łyżek oliwy z oliwek
  • 1/2 szklanki brązowego cukru
  • 1 1/2 szklanki wody

Przygotowanie:

  1. Drożdże rozpuszczamy w szklance letniej wody z łyżka cukru i odstawiamy na kilka minut w ciepłe miejsce.
  2. Do zaczynu dodajemy pozostałe składniki i zagniatamy ciasto. Przykrywamy i odstawiamy do wyrośnięcia na ok. 1/2 godziny.
  3. Formujemy bułeczki i pieczemy na papierze do pieczenia ok. 25 minut w temp. 170oC.
    Ja dodaję do nich pokrojone w kawałeczki jabłka, gruszki, albo jagody. W zależności od tego co mamy pod ręką, no i oczywiście co wolno Młodemu szamać.

Z kolei chleb, który widać na załączonych obrazkach upiekłam i piekę często według tego przepisu: chleb pszenny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Facebook