POMYSŁY NA NUDĘ W PODRÓŻY

Żyjemy w świecie pełnym zagrożeń. Niestety. Czyhają na nas z każdej strony, łypiąc złowieszczo i czekając na nasze najdrobniejsze nawet potknięcie. Mało tego. Jako istoty dążące do samozagłady, notorycznie zwiększamy prawdopodobieństwo wystąpienia niebezpiecznych dla życia i zdrowia sytuacji i to na własne życzenie. Takie tam wakacje dajmy na to. Toż to jaskrawy przykład opuszczania gardy. Zamiast siedzieć na tyłku w bezpiecznym grajdołku wymyślamy dalekie podróże i snujemy dalekosiężne wyjazdowe plany. I niby wszystko gra, bo przecież jak przystało na dojrzałych, odpowiedzialnych ludzi zabezpieczamy się na wszystkie możliwe sposoby przed niespodziewanym. Pamiętamy o kremach z filtrem, ubezpieczeniu, maści na ukąszenia, przeglądzie auta. Przezornie pakujemy stosowną liczbę gaci, odpowiednie obuwie, przekąski na drogę i nakrycia głowy tymczasem…

Jedno z największych niebezpieczeństw w podróży, szczególnie w podróży z dziećmi czai się cicho tuż obok naszego dziecka. Siedzi jak trusia, nie dając początkowo znaku życia, żeby nagle przypuścić gwałtowny, niepodziewany atak na nasz układ nerwowy. Wszelkie ubezpieczenia, kremy, maści i tabletki możemy sobie wówczas zasadniczo wsadzić  – sami wiecie gdzie…

Jej pojawianie się na tylnym siedzeniu auta, w kabinie samolotu czy w przedziale pociągu to sprawdzian a) rodzicielskich kompetencji, b) zdolności myślenia strategicznego, c) umiejętności taktycznych w praktyce. Szykujcie się na najgorsze, bo gwarantuję, że w pewnym momencie pasażerem na gapę podczas waszych podróży z dziećmi bankowo będzie tytułowa:

pomysły na nudę w podróży

Osobiście jestem fanką przechytrzania nudy w sposób ekonomiczny. Zawsze powtarzam, że wystarczy naprawdę kilka drobiazgów, żeby opanować sytuację, albo chociaż zyskać kilka cennych minut (i kilometrów) do kolejnego postoju. I uwierzcie, że z moją dwójką na pokładzie doskonale wiem co mówię. Zresztą pisałam już Wam o moich podróżniczych hitach tutaj <klik>.

Ważne, i o tym trzeba bezwzględnie pamiętać, żeby te wszystkie pierdoły, które gromadzimy w celu rozprawienia się z nudą trzymać w ukryciu do chwili kiedy faktycznie będą potrzebne. Żadnych falstartów moi drodzy. Tajna torba borba skrywająca podróżne niespodzianki dla najmłodszych pasażerów jest  najlepiej chronionym obiektem w naszym domu do czasu każdego wyjazdu. Nieletni mają zakaz zbliżania się do niej, zaglądania do niej nie daj Panie Boże, ani nawet prześwietlania jej wzrokiem. Jej strategiczne znaczenia dla powodzenia misji jest KLUCZOWE. Jest, może nie tyle gwarancją, ile szansą – jedyną jaką mamy – aby przetrwać rodzinne wojaże we względnym spokoju.

Dziś mam dla Was

SUPER TANIE I SUPER FAJNE POMYSŁY NA NUDĘ W PODRÓŻY

Sposoby na zajęcie znudzonych małolatów, które nie dość, że można ogarnąć własnym sumptem, to jeszcze niewykluczone, że dzieciak po kilku godzinach podróży wysiądzie z auta/samolotu/pociągu bogatszy o znajomość kolorów i to w obcym języku (!), o umiejętność liczenia i zapinania guzików, a może nawet, o jak mniemam niezwykle przydatną życiowo zdolność tworzenia policyjnych portretów pamięciowych. HA! Do dzieła!

FILCOWE LODY

Nic prostszego. Wystarczy z kilku kawałków kolorowego filcu, albo nawet papieru wyciąć odpowiedni kształt. Zszyć ze sobą lub skleić w przypadku papieru zostawiając miejsce na wsunięcie patyczka. Patyczki opisać. Dla młodszych dzieci można przygotować patyczki w wersji z kolorowymi podpowiedziami. U nas wersja uniwersalna 🙂

Dla przerażonych wizją pożarcia takiej liczby lodów celem zdobycia patyczków, uprzejmie donoszę, że można takie, całkiem nowe i nieoślinione nabyć za grosze 😀

Na przykład TU albo TU

MATEMATYCZNY MOBILNY SAD

Prościej już chyba nie można. Drewniane spinacze plus papier ewentualnie w wersji de lux zielony filc. Oznaczenie spinaczy, wycięcie kształtu imitującego koronę drzewa i narysowanie lub wycięcie  jabłuszek, czy gruszek to żadna filozofia. Nie szyjącym polecam wersję papierową.

WYMIANA OPON

Pamiętacie moją quiet book, o której pisałam tutaj <klik>? To pomysł w podobnym klimacie. Warto pamiętać, ze zapinanie guzików stymuluje rozwój małej motoryki u dzieci. Zatem, aby nie gryzmoliły w szkole jak kura pazurem, niech już teraz ćwiczą sprawność paluchów. Szczególnie, że i tak nie mają nic innego do roboty 😛

PORTRET PAMIĘCIOWY

Może ja mam jakieś spaczone poczucie humoru, ale ten pomysł na zabawę w podróży najbardziej do mnie przemawia. Nazwałam go wprawdzie roboczo „portretem pamięciowym” ale równie dobrze może to być  także „bezkrwawa operacja plastyczna”. Przed wyjazdem można ułożyć kilka wersji takiego delikwenta i na wszelki wypadek, zważywszy że pamięć ludzka jest ulotna, zrobić mu zdjęcia w różnych kombinacjach. Potem tylko pozwolić dziecku odtworzyć gościa na podstawie opisu i na koniec skonfrontować z fotografią.

Facebook   i   Instagram

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Facebook