OBOWIĄZKI DOMOWE MAŁEGO DZIECKA

Przez ostatni tydzień praktycznie nie wychodziłam z łóżka. Tylko nie wyobrażajcie sobie nie wiadomo czego. Na moje nieszczęście, niestety nie miało to nic wspólnego z dzikimi harcami. Zjadliwy wirus, który tak skutecznie mnie powalił obalił, idiotyczną zresztą tezę, że matki nie chorują, nie biorą zwolnień i w ogóle są ze stali. Otóż nie są i moja rodzina właśnie boleśnie się o tym przekonała.

Przy okazji, w tak zwanych przebłyskach świadomości, doszłam do pewnych wniosków. Prócz konkluzji dość oczywistej, że oto leżąca odłogiem matka jest dla dzieci zjawiskiem niezrozumiałym zupełnie, doszłam do czegoś jeszcze. Nie wiem w sumie jak mogło mi to umknąć wcześniej. Być może potrzebowałam po prostu zmiany optyki, a ta przymusowa pozycja horyzontalna wymusiła bądź co bądź nieco inną perspektywę. Z pozycji kanapy świat wygląda jednak inaczej. Widać jak na dłoni wszystkie rozpirzone klocki, porozrzucane zabawki i rozciągnięte po całym mieszkaniu ciuchy. W gorączce człowiek jakoś boleśniej odbiera jęczenie i marudzenie, nie wspominając już o kategorycznych odmowach współpracy głośno artykułowanych przez krnąbrnego kilkulatka. Nie da się ukryć, że w codziennej rutynie gdzieś umknęło nam to, że nasz chłopiec, wcale już przecież nie taki malutki, w pogardzie ma jakiekolwiek obowiązki, dobro wspólne i ogólnie rozpuszczony jest, że hoho. Ten dziarski przedszkolak, który z zapałem ponoć sprząta klocki, układa książki, zbiera rozsypane kredki, ten sam, który pilnuje żeby kapcie w przedszkolnej szafce stały równo na baczność po przekroczeniu progu rodzinnego domu zamienia się w księcia chaosu.

Dlatego, być może w pod wpływem gorączkowych majaczeń, choć wolę jednak wierzyć, że na skutek bogactwa rodzicielskich doświadczeń, wprowadziłam w życie system egzekwowania obowiązków domowych u najmłodszego ze stada. Na początek delikatnie, bez przegięć. Żadnego szorowania podłóg, mycia okien, czy trzepania dywanów. Wspaniałomyślnie za obowiązek domowy uznałam tak obciążające zadanie jak szczotkowanie włosów (własnych), albo chowanie butów do szafki. Na razie chodzi mi po prostu o uświadomienie temu młodemu człowiekowi, że w rodzinie każdy jest za coś odpowiedzialny. Tylko tyle i aż tyle.

Przebiegłość moja zdaje się być wybitną, gdyż młody póki co pęka z dumy, że wszedł w posiadanie tablicy identycznej z tablicą starszej siostry. Z zazdrością wszak spoglądał już od pewnego czasu na te jej migrujące kolorowe pinezki. Jest widać coś ekscytującego w stopniowym zdobywaniu kolejnych punktów, kropek, naklejek, czy czego tam chcecie. Pojawia się jeszcze problem odpowiedniej gratyfikacji. Niestety samo poczucie dobrze spełnionego obowiązku zdaje się nie satysfakcjonować młodych ludzi zupełnie. Muszą mieć gdzieś na horyzoncie majaczącą nagrodę, niekoniecznie wprawdzie materialną, ale koniecznie jakąś. Jakiś mały przedmiot pożądania dobrany odpowiednio do wieku. Do pewnego momentu wystarczą fajne naklejki, lizaki, albo wyjście ze starymi na łyżwy. Potem zaczną się pewne roszczenia dużo bardziej konkretne. No ale nikt przecież nie mówił, że będzie lekko. Motywowanie to nie jest łatwa sztuka.

Obowiązki domowe małego dziecka

(subiektywna lista, albo koncert życzeń jak kto woli)

Trzylatek z palcem w nosie poradzi sobie z odkładaniem rzeczy na miejsce, pod warunkiem że będziemy konkretni i nie będziemy nazywać tego odkładaniem rzeczy na miejsce (sic!). Spokojnie można mu powierzyć zadania w stylu: – chowanie butów do szafki; – odkładanie książek na półkę; – zbieranie rozsypanych klocków i chowanie ich do pudełka; – odniesienie brudnych ubrań do kosza z brudnymi ubraniami, – odniesienie pustego kubka do kuchni.

Cztero i pięciolatek ogarnie wycieranie kurzy (o ile Rozenkowa nie będzie biegać za nim z białą rękawiczką), pomoc przy nakrywaniu stołu też nie powinna go nadto nadwyrężyć, podobnie jak wkładanie zakupów do lodówki, pomoc w odkurzaniu, składaniu prania czy podlewanie kwiatów.

Sześcio-siedmio latek może z powodzeniem rozpakować plecak, zdoła pomóc rodzicom w rozwieszeniu prania, odkurzeniu czy przygotowywaniu posiłków i na pewno korona mu z głowy nie spadnie.

W sumie, jak się puści wodze fantazji okaże się, że im dalej w las nasze życie będzie tylko lżejsze i przyjemniejsze, a gro obowiązków zdejmą z naszych spracowanych barków nasi prywatni nieletni. Sceptyków ostatecznie przekonać powinny wyniki badań bardzo mądrych naukowców, które wskazują jednoznacznie, że dzieci obarczone domowymi obowiązkami mają lepsze relacje z rówieśnikami, osiągają lepsze wyniki w nauce i ogólnie lepiej radzą sobie w życiu. Tadam! Deal with that!

 Facebook   i   Instagram

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Facebook