JAK USZYĆ TIPI

Ponieważ zdarzyło się nam ostatnio „zabłądzić” (kilka razy!) wśród sklepowych półek, żeby „dziwnym trafem” znaleźć się w dziale turystyki i wypoczynku, a dokładnie w sekcji kemping, zaczynam podejrzewać, że mój szanowny małżonek robi podchody pod zmiękczenie moich wakacyjnych standardów. Te niby przypadkowe odkrycia „fajnych” biwakowych gadżetów, zachwyty nad kompaktowymi saperkami, pompkami do materaca, turystycznymi krzesłami, składanymi stolikami i harcerskimi menażkami każą sądzić, że w ten niezbyt subtelny sposób, próbuje przygotować grunt pod rodzinne wakacje „pod tropikiem” nie mylić z „w tropikach”.

Ciężki to temat. Płaszczyzna, na której mimo miłości po grób, nie potrafimy osiągnąć konsensusu. Nie jestem i nigdy nie byłam amatorką pól namiotowych, biwakowania, mycia się w zamulonym jeziorze, ani leśnych kibli. Uczciwie nie kryłam się z tym nigdy, nie zatajałam tej strasznej prawdy o sobie w żadnych zeznaniach podatkowych ani oświadczeniach lustracyjnych. Nie lubię. Kropka.

Owszem zdarzyło mi się razy kilka, za sprawą męża zresztą, doświadczyć  takiego „wypoczynku”. Krótkoterminowe to były wypady, podczas których znieczulać się musiał człowiek, żeby znieść niedogodności biwakowego życia i nie zadręczyć współbiwakowiczów narzekaniem.  I owszem mam nawet garść całkiem przyjemnych wspomnień z tych ekstremalnych jak dla mnie eskapad. Jednak przyjemne są dlatego właśnie, że mają status wspomnień. Pokryte są sepią, wyblakłe odrobinę, podkoloryzowane nieco przez nostalgię, tęsknotę za czasami kiedy młoda byłam i głupia. Z perspektywy sączenia drinka na leżaku zabawnie jest przecież wrócić pamięcią do czasów, które jak sądziłam, na szczęście minęły bezpowrotnie. A tu masz, sekcja kempingu i ten mężowski zachwyt nad kompaktową saperką. Nie wróży to niczego dobrego.

Paradoksalnie, jako zadeklarowana przeciwniczka namiotowego wypoczynku, uszyłam dzieciakom tipi, czyli jakby nie patrzeć namiot właśnie. Zapatrzyłam się na te popularne ostatnimi czasy, zainspirowałam się nimi i całkiem ambitnie podeszłam do tematu. I nawet udało się powiem nieskromnie, jest dzika radość i plus 100 punktów do bycia matką roku.

Coś czuję jednak, że ten pomysł odbije mi się czkawką. Zdaje się, że właśnie strzeliłam sobie w stopę. Wyczuwam to niepokojące mrowienie, narastające wraz z kolejnymi pytaniami w stylu: “Mamo, a kiedy będziemy spać w namiocie?” I tylko zastanawiam się jeszcze naiwnie, czy coś mi w uszach dźwięczy, czy to stary pobrzękuje harcerskimi menażkami, co to je w tajemnicy zapewne nabył drogą kupna…

Instrukcja: jak uszyć tipi

Tipi:

Potrzebny nam kawałek tkaniny bawełnianej o wymiarach 160cm x 300cm (jeżeli planujemy zrobić okienko lub/i proporczyki będziemy potrzebować dłuższego kawałka. Ja użyłam tkaniny o wymiarach 160×400).  Wycinamy poszczególne kawałki tipi według poniższego wzoru*.

*Rozrysowałam sobie najpierw wszystko ołówkiem na lewej stronie tkaniny.

Następnie podwijamy i podszywamy w tych miejscach:

 

Na tym etapie możemy wyciąć i obszyć okienko.

Boki namiotu zszywamy na prawej stronie, następnie przewracamy na lewą stronę i przeszywamy w odległości 3-4cm tworząc tunele. Po ponownym przewróceniu na prawą stronę tunele powinny być ukryte we wnętrzu tipi.

Podłoga:

Wykorzystałam dwa kawałki  tkaniny o wymiarach 135cmx135. Użyłam polaru i tej samej bawełny, z której uszyłam tipi. Zszyłam je ze sobą na lewej stronie, dodając na każdym roku pętelkę z taśmy. Te pętelki sprytnie utrzymują kije w jednym miejscu.

Zostają jeszcze kije. Można je dostać w marketach budowlanych, albo w necie. Ja użyłam bambusowych znacznie cieńszych i tańszych, kupionych za grosze w sklepie ogrodowym, ale nie polecam zupełnie. W przypadku tipi cena jest ich jedyną zaletą.  Powinny być solidniejsze i takie właśnie zamierzam kupić.

  Facebook   i   Instagram

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Facebook