MATKI POLKI DYLEMATY – JAK OGARNĄĆ DOMOWE OGNISKO I U LICHA CO JEŚĆ W PRACY?

Pracujące matki, supermenki i inne siłaczki – jak wy to robicie? Jak to możliwe, że ogarniacie siebie, dom i dzieci, niewyglądając przy tym jak miotły? Jakim cudem nie zawalacie roboty? Nie zasypiacie przy biurku? Nie zapominacie o wizytach lekarskich, strojach karnawałowych i workach do odkurzacza? Mnie powrót do pracy jawi się w snach jak jakiś logistyczny koszmar i kataklizm organizacyjny.

Niby jestem zorganizowana, może za bardzo nawet, a i ślubny się przed obowiązkami nie wymiguje, a jednak im bliżej godziny zero, tym bardziej jestem wydygana. Czuję, że nasze życie już za chwilę przypominać będzie jakiś szalony rollercoaster. Widzę oczyma mojej chorej wyobraźni poczochrane dzieci, nieodrobione lekcje i monumentalne góry prania. Wzdrgam się na widok obrazków, które podsuwa mi imaginacja. Wizja córki snującej się bez celu po szkolnej świetlicy i synka, który cały dzień spędza w przedszkolu, tuląc się do obcej kobiety nie napawa mnie optymizmem.

Zadręczam się myślą, że nie dam rady upchnąć wszystkich rodzicielskich tęsknot w te trzy, wspólne wieczorne godziny. Kalkuluję, czy uda nam sie gładko wejść w nową sytuację, czy będziemy się raczej miotać jak dzicy. A z drugiej strony już naprawdę bardzo chcę wyjść do ludzi. Zwiać jak najdalej od świnki Peppy.

Skoro inni dają radę, to nam też sie musi udać. Jakoś to wszystko musi przecież działać. Fakt, że zewsząd nie łypią na mnie poczochrane, smutne dzieciaki to chyba wystarczający dowód na to, że jak zwykle przesadzam, a nasz świat, tak jak świat innych etatowych rodziców, nie zawali się, co najwyżej trochę zmieni. Pewnie nie obejdzie się bez fuckupów, pewnie nie raz zdarzy się nam zapomnieć o wizycie u dentysty, albo o tych cholernych workach do odkurzacza, ale jakoś to będzie. Wdrożymy się. Prawda?

Póki co ambitnie rozkminiam rozkłady jazdy miejskiej komunikacji, planuję procedury kryzysowe na wypadek awarii wszelakich, odświeżam garderobę i oczywiście obmyślam, co można zabrać ze sobą do biura, żeby nie być skazanym na pączka z dziurką, czy frytki z bemara. Nawet mnie chyba w tej ostatniej kwestii odrobinę poniosło, bo rozmarzyłam się nad wizją samej siebie, rześkiej niczym zefir, krzątającej się bladym świtem po kuchni. Rozczulił mnie nawet ten odrealniony widok. Widok supermenki, która jednocześnie gotuje kaszę i robi sobie szałowe oko. Ogarnia dzieci i żwawo pakuje healthy lunch do lunchboxa. Jasne… tylko, że ta wizja z moją awersją do zrywania się o świcie to fikcja w najczystszej postaci. Na moje szczęście tę kaszę, bez szkody dla jej smaku, mogę spokojnie przygotować dzień wcześniej i z rana, niczym szczwana lisica, sprytnie zapakować do pudełka. Na pohybel pączkom z dziurką!

 Co jeść w pracy? Kasza jaglana z indykiem!

Składniki:

  • kasza jaglana 3/4 szklanki
  • filet z piersi indyka
  • oliwa z oliwek
  • kilka ząbków czosnku
  • łyżka miodu
  • zioła prowansalskie, sól, pieprz
  • połowa niewielkiej papryki
  • 3-4 pieczarki
  • połowa małej cukinii
  • natka pietruszki
  • rukola

Indyka pokroić na kawałki. Wymieszać z miodem, oliwą, wyciśnietym przez praskę czosnkiem i ziołami. Wstawić do lodówki na co najmniej pół godziny. Następnie przesmażyć z obu stron, przełożyć do garnka, zalać wrzątkiem (połową szklanki) i dusić pod przykryciem na wolnym ogniu. W tym czasie ugotować kaszę i przygotować warzywa. Paprykę pokroić w paski i podsmażyć na odrobinie oliwy, następnie dodać pokrojone w plasterki pieczarki, na koniec plastry cukini. Wszystko razem posolić i wymieszać z ugotowaną kaszą. Na koniec dodać indyka i posiekaną natkę pietruszki i rukolę.

***

Podoba Ci się tekst, albo zdjęcia, albo jedno i drugie? 🙂 będzie mi miło jeśli zostawisz pod nim komentarz lub udostępnisz go swoim znajomym, a jeśli chcesz być na bieżąco z tym co tutaj wyczyniam możesz polubić funpage na Facebooku albo Instagram.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Polub mnie!