SZYBKA METAMORFOZA POKOJU CZYLI WAKACYJNY PRAWIE REMONT

szybka metamorfoza pokoju 1Kiedy jako zasmarkany dzieciak wracałam z kolonii zawsze czekała na mnie w domu jakaś niespodzianka. Nie były to jednak ani nowe zabawki, ani piętrowe torty, ani żadne siurpryzowe przyjęcia. To było zaskoczenie z rzędu albo tych walących po oczach i ścinających z kolan, albo dla odmiany z tych mocno subtelnych, kiedy niczego szczególnego nie zauważasz, a wszyscy nie wiedzieć czemu pytają: No jak ci się podoba? (sic!) Zwykle tą niespodzianką był nowy kolor ścian, albo nowa tapeta, nowe półki, albo chociaż nowy układ mebli. W każdym razie zawsze jakiś mniejszy, albo większy, ale jednak remont w domu.

Nie pałętaliśmy się pod nogami, nie zawracaliśmy rodzicom głowy, więc wykorzystywali sprytnie ten czas i naszą nieobecność na odświeżenie pokoju, a nierzadko nawet całego mieszkania i z tego co pamiętam nie była to przypadłość wyłącznie moich rodzicieli. Robiły tak bliższe i dalsze ciotki i pociotki, wujostwo i kuzynostwo wszelakie. Odpowiedzi na pytania o wakacje niezwykle rzadko sprowadzały się w mojej rodzinie do wskazania konkretnych terminów i destynacji. Zwykle ograniczały się właśnie do tekstów w stylu Odmalujemy przedpokój”, Odgracimy piwnicę”, Zmienimy ze starym tapety u dzieci. Wakacyjny remoncik – taka powiedzmy nasza rodzinna tradycja.

Co ważne ta wnętrzarska transformacja dokonywała się zawsze nie tylko bez mojej wiedzy i zgody, bez uwzględnienia mojego gustu, poczucia smaku i estetyki (a przecież już jako kilkuletnie dziecię, wrażliwe na piękno niechybnie musiałam mieć wyrobiony smak i gust prawda?), ale co gorsza bez przychylania się do moich pragnień i marzeń. Nigdy zatem po powrocie z kolonijnych wyjazdów nie zastałam ani różowego pokoju księżniczki, ani baletowego studia, ani wreszcie mrocznego pokoju zbuntowanej nastolatki. Rodzice z uporem maniaka szli w rozwiązania praktyczne. Urządzali wnętrza zachowawczo. Bez wychodzenia przed szereg i bez eksperymentów. Ostrożnie.

Nie wszystkie te remonty wspominam miło. Zdarzało się, a i owszem, że w zamian za mozolną pracę przy klejeniu tapet i machaniu wałkiem, obdarowywałam ich skrzywioną miną i dezaprobatą wymalowaną na naburmuszonym licu. Zdarzało się, nie przeczę, że otumaniona wizją życia w otoczeniu ścian obleczonych w babcine esy floresy przewracałam z niesmakiem oczyma zamiast piać z zachwytu i w konsekwencji uruchamiałam lawinę gorzkich żali na temat swej haniebnej niewdzięczności. Podobnie zresztą jak kuzynka, która wróciwszy z wakacji zamiast cmokać z radości dostała szału na widok wstrętnej, kanarkowej żółci na ścianach swego pokoju. No rodzinna tradycja, serio.

Rodzice zaprzestali tegoż procederu wraz z pierwszym moim samozwańczym remontem, kiedy jako nieopierzony podlotek piszący dramatyczne wiersze o destrukcyjnej sile miłości odmalowałam pokój na najciemniejszy i najsmutniejszy z możliwych odcień granatu, oddający jak mniemam mój ówczesny stan umysłu i duszy.

Pomimo tych dość traumatycznych przeżyć uznałam, że tradycja to rzecz święta i skoro dziecko wysłaliśmy na obóz, to przez szacunek dla spuścizny naszych przodków powinniśmy coś jednak w domu, a w szczególności w pokoju małolatów zmienić. Jakież było moje zdziwienie kiedy napotkałam na opór. Co tam opór! Cały ruch oporu! Ścianę! Mój szanowny małżonek zareagował na samo słowo remont dość alergicznie, powołując się na niedawną” czyt. przeprowadzoną cztery lata temu modernizację – a wizja zrywania tapet, malowania ścian i wymiany mebli, tylko pogorszyła jego stan.

Okazało się, że tradycje rodzinne przechodzą być może z ojca na syna, ale już niekoniecznie z teścia na zięcia i tym oto sposobem zwyczaj corocznych wakacyjnych remontów miał obumrzeć w moim pokoleniu. Takie dziedzictwo! Nie mogłam na to pozwolić.

I tu w sukurs mi przyszły naklejki. Nie te, które były i są zmorą niejednego domu, przyklejane na meblach i ścianach, niedające się zerwać, usunąć, szpecące bardziej niż dekorujące, ale naklejki wykonane z materiału, który pozwala wielokrotnie odklejać, przeklejać i dowolnie zmieniać ich miejsce. Znalazłam je w sklepie Pixers mają tam szeroki asortyment artykułów dekoracyjnych. Znajdziecie tam nie tylko nie tylko takie i podobne naklejki, ale też tapety Pixerstick, fototapety i całą masę plakatów.

Wystarczyło odświeżyć ścianę i zdecydować się na któryś z niezliczonej liczby wzorów dostępnych na ich stronie. A ponieważ malowanie się odbyło i pokój wygląda teraz totalnie inaczej próbę ratowania rodzinnej tradycji wakacyjnych remontów uważam za całkiem udaną. Genów jednak nie oszukam.

szybka metamorfoza pokoju 4

szybka metamorfoza pokoju 2szybka metamorfoza pokoju 3szybka metamorfoza pokoju 5

***

Podoba Ci się tekst, albo zdjęcia, albo jedno i drugie? 🙂 będzie mi miło jeśli zostawisz pod nim komentarz lub udostępnisz go swoim znajomym, a jeśli chcesz być na bieżąco z tym co tutaj wyczyniam możesz polubić funpage na Facebooku albo Instagram.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Polub mnie!