RODZEŃSTWO – DOMOWY POLIGON

rodzeństwo 1Podobno społeczne doświadczenia nabyte dzięki relacjom z bratem lub siostrą bardzo ułatwiają życie. Podobno rodzeństwo nie tylko nas socjalizuje i uczy rozumienia emocji, ale już sam fakt jego posiadania stwarza możliwość uczestniczenia w darmowym kursie negocjacji, otwartości i interakcji z rówieśnikami na co dzień. Podobno to czego jedynacy mają szansę nauczyć się dopiero w kontaktach z rówieśnikami, rodzeństwo dostaje codziennie w domu na srebrnej tacy. Brzmi cudownie, prawda? Okazuje się, że decydując się na drugie dziecko oprócz bonusu w postaci 500+, zapewniliśmy też obojgu prawdziwą szkołę uczuć i relacji międzyludzkich, a właściwie one same sobie tę szkołę zapewniają każdego dnia. Na przykład właśnie w tym momencie krzycząc i piszcząc próbują uregulować między sobą wybitnie istotną kwestię posiadania zielonej kredki. A jak wiadomo prawo własności to nie przelewki.

Rodzeństwo i jego relacje to sprawa tak dużej wagi, że nawet sami amerykańscy naukowcy postanowili się przyjrzeć temu zagadnieniu z bliska i udało im się przy okazji sprytnie obliczyć, że kłótnie pomiędzy rodzeństwem wybuchają ponoć średnio co kilkanaście minut. Jeżeli im wierzyć, to moje dzieciory, choć toczą już poważne boje mimo wszystko wypadają jednak chyba ciut poniżej średniej (choć ze stoperem nie chodzę i czasu im nie liczę). Jak się okazuje to, że się żrą ze sobą statystycznie rzadziej niż przeciętnie powinny, może wcale nie być korzystne zważywszy, że każdy kolejny konflikt i każda kolejna sprzeczka, w którą dorośli nie ingerują ma za zadanie uczyć ich rozwiązywania problemów i radzenia sobie z kryzysem. Wszystko jedno. Mam to w nosie i statystyk w moim domu poprawiać nie zamierzam 😉

Wystarczy mi w zupełności fakt, że moje dzieci bezapelacyjnie weszły już w ten etap kiedy rzeczywiście zachodzą między nimi interakcje i to czasami bardzo gwałtowne. Jeszcze niedawno, zdawałoby się wczoraj Młoda głaskała czule główkę Młodego nazywając go słodkim bobaskiem. Dziś słodki bobas niczym buldożer wjeżdża na jej terytorium, próbując jak najwięcej zawłaszczyć, a ona niczym obsesyjny ekolog przypina się łańcuchami do swoich drzew, do swoich filarów wartości. Widzę jak każdego dnia toczy się ta rywalizacja, ta walka o zasoby takie jak kredki, zabawki i najcenniejszy chyba spośród tych zasobów, czyli o naszą uwagę i nasz czas. Z moich wnikliwych obserwacji wynika, że rodzeństwo niczego nie dostaje na srebrnej tacy (może z wyjątkiem tego 500+). Rodzeństwo musi sobie wywalczyć te późniejsze społeczne umiejętności właśnie poprzez spory i kłótnie. Rodzeństwo po prostu musi ze sobą wojować. Na szczęście to żadna wielka wojna. To tylko poligon, takie (bezkrwawe póki co) ćwiczenia. Na początku się sobą zachwycali, teraz coraz częściej ze sobą wojują, a za chwilę pewnie połączy ich braterstwo broni i zaczną zawierać pierwsze sojusze oczywiście przeciwko nam. I wtedy dopiero się zacznie.

Dlatego wziąwszy sobie do serca badania naukowców zza morza obserwuję z bezpiecznej odległości czyli znad filiżanki kawy jak moje dzieci pilnie uczą się we wspólnym pokoju, na wspólnym dywanie technik negocjacyjnych, samokontroli i sposobów zarządzania konfliktem. Na razie idzie im świetnie, o czym świadczą te piski i krzyki. Bezkrwawe ćwiczenia trwają w najlepsze.

rodzeństwo 8rodzeństwo 9rodzeństwo 3rodzeństwo 6rodzeństwo 7rodzeństwo 2rodzeństwo 10rodzeństwo 11

rodzeństwo 4rodzeństwo 5rodzeństwo 12

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Facebook