PRZYSTANEK: SŁOWACJA ZAMKI I PAŁACE

Ledwo rok szkolny się zaczął i opróżnione, podróżne walizy wróciły grzecznie na swoje miejsce w najgłębszych i najbardziej zapomnianych czeluściach szaf, a nas znowu gdzieś nosi. Na razie wprawdzie jeszcze wewnętrznie, ale coś czuję, że tej jesieni nie usiedzimy w domu.  Jakiś taki niepokój nami targa, że jak to tak – koniec lata i koniec wojaży? A chciałoby się przecież jeszcze coś zobaczyć, przeżyć, poznać, odkryć, czegoś nowego spróbować. Choć rozum podpowiada, żeby zacząć już robić weki, serce ciągle jeszcze buntuje się przed włożeniem ciepłych kapci. Tylko co ze sobą począć, kiedy i nadwątlony budżet i skrupulatnie wyliczająca urlopy kadrowa pokazują nam żółtą kartkę? Stąd właśnie dzisiaj na tapecie Słowacja zamki i pałace, poniekąd jako destynacja, a poniekąd jako inspiracja.

Ok, może nie jesteśmy podróżnikami ekstremalnymi, co to z dwójką dzieci, plecakiem, boso i bez przewodnika zwiedzają Amazonię. Może i nie rzucamy się nieustraszenie na głębokie wody oceanów, zabierając potomstwo w niekończące się rejsy w poszukiwaniu przygód życia, a jednak, wbrew pokusie spędzania weekendów w domu pod kocykiem z pilotem w dłoni, nasz imperatyw wewnętrzny wrzeszczy i nakazuje żeby te dzieciaki gdzieś zabrać, coś im pokazać, nauczyć czegoś, odlepić od osiągnięć współczesnej techniki.

Tak sobie więc wykoncypowałam, iż niewykluczone że nasz dwudniowy, owszem trochę chaotyczny jak zwykle, acz intensywny rajd po Słowacji i kilku średniowiecznych zamkach stać się może inspiracją do krótkich, rodzinnych wypadów. Choćby i takich w najbliższe okolice. W nas rozbudził apetyt na więcej i o ile żadne katary albo inne zarazy nie pokrzyżują nam planów, na pewno uderzymy na jesienno-weekendowy podbój rodzimych warowni, więc stay tuned!

Ale wracając na Słowację, gdzie bez wątpienia powinni wybrać się miłośnicy średniowiecznych zamków, trzeba Wam wiedzieć, że poniższy zamkowy przegląd, opracowany został nie na podstawie jakichś tam rankingów, czy innych turystycznych statystyk i jest dość przypadkowy. A właściwie nawet mocno przypadkowy. Przejeżdżając bowiem przez Słowację w drodze na urlop nawet nie zdawaliśmy sobie do końca sprawy z mnogości tego typu atrakcji, które raz po raz wyłaniały się z zielonych, górzystych terenów tego kraju i przyciągały nasze ciekawskie dusze do wnętrza swych murów i baszt. Nie ogarnęliśmy zawczasu, że oto przed nami istne eldorado średniowiecznych twierdz, dlatego jak to zwykle mamy w zwyczaju, poszliśmy na żywioł. Ale po kolei. 

ZAMEK STREČNO

Na lewym brzegu rzeki Wag, niedaleko miejscowości Żylina na potężnym wzniesieniu z kalcytowej skały stoi dumnie, niegdyś jedna z najbezpieczniejszych twierdz regionu Wagu, czyli sędziwy zamek Strečno, a właściwie bądźmy szczerzy, to co po nim zostało.

TROCHĘ HISTORII

Na podstawie pisemnych źródeł historycznych, (których wprawdzie nie widzieliśmy na oczy, ale jesteśmy ufni z natury) można wnioskować, że zamek istniał już w I połowie XIV wieku. Urzędowała w nim załoga, która parała się poborem myta na brodzie przez rzekę Wag, czyli jak można domniemywać dziarscy i czujni jak ważki poborcy podatkowi.

Przez lata właściciele powiększali i rozbudowywali tę budowlę, aż wreszcie w XVII wieku stała się ona potężną i swego czasu najbardziej nowoczesną twierdzą na środkowym Poważu.

Zamek Strečno jest nierozłącznie związany z losami pięknej Zofii Bośniaczki. Losy jej krótkiego żywota, to przede wszystkim historia miłości do męża (Franciszek Vesselènyi), Boga i biednych. Zofia najbardziej znana była bowiem po pierwsze primo z urody, po drugie secundo z działalności charytatywnej. Ufundowała przytułek i szpital, ubogim rozdawała chleb i pieniądze. Nazywano ją nawet „Świętą ze Strečna”.  Zmarła w roku 1644, a kilkanaście lat później w zamkowej krypcie odnaleziono jej nienaruszone ciało. Szczątki przeniesiono do kościoła w pobliskiej miejscowości Teplička nad Váhom. Obecnie w kaplicy na zamku Strečno  znajduje się kopia jej zmumifikowanych zwłok.

ZWIEDZANIE

Ze skały zamkowej oraz z chodnika prowadzącego do zamku rozciągają się przepiękne widoki na przełęcz Strečno. Można podziwiać meandrującą rzekę i sporą część Kotliny Żylińskiej. Nie mieliśmy co prawda szczęścia do pogody i oglądaliśmy okolice z zamkowej wieży stojąc w strugach deszczu, ale mimo to trzeba przyznać, że położenie tej twierdzy rzeczywiście jest obłędne.  Zamek zwiedzaliśmy z przewodnikiem. Młodzieniec opowiadał żywo o historii zamku z całą pewnością niezwykle ciekawie, jednak niestety wyłącznie po słowacku. Na szczęście gościom zamku udostępniane są, przetłumaczone również na inne języki świata w tym również polski, przewodniki, z historią zamku i informacjami o znajdujących się w muzealnych gablotach eksponatach. Miłym dodatkiem była muzyka na żywo w kaplicy zamkowej.

<KLIK>

Samochodem dojechać można na parking u podnóża wzgórza zamkowego, a stąd już pieszo po schodach (około 15-20 min).

 ZAMEK BUDATIN

W znajdującej się nieopodal miejscowości Żylina znaleźliśmy kolejny zamek. Oczom naszym ukazała się forteca nieco odrapana i na pewno nie tak spektakularna jak Strečno. Kiedyś otoczona była fosą. Dziś sąsiaduje z parkiem.

TROCHĘ HISTORII

Zamek wzniesiono jako obronny w miejscu gdzie rzeka Kysuce wpływa do Wagu, na skrzyżowaniu dróg handlowych. Jego najstarszą częścią jest późnogotycka czteropiętrowa wieża obserwacyjna, z drugiej połowy XIII w. Wieża ma wysokość blisko 20 m, szerokość 12 m, a mury w niektórych miejscach są grube nawet na 2 m. Prócz funkcji obronnej, budatyński zamek pełnił swego czasu również również funkcję gospodarczą. Tutaj zbierano myto na drodze z Węgier na Śląsk.

Na początku XIV właścicielem zamku stał się słynny węgierski możnowładca Matúš Čák Trenčiansky, który doprowadził do ufortyfikowania wieży i rozbudowy zamku.  Na przestrzeni wieków zamek jak podobne tego typu budowle przeszedł kolejne przebudowy. W XVI wieku zamek przebudowano w stylu renesansowym, natomiast niespokojne czasy i zagrożenie tureckie od południa spowodowały, że na początku XVII wieku zamek ponownie umocniono od zewnątrz, a dawne gotyckie wnętrza zamieniono w renesansowy pałac. W pierwszej połowie XVIII wieku powstała kaplica w tylu barokowym, a zamek został otoczony parkiem, w którym piknikują dziś mieszkańcy Żyliny.

ZWIEDZANIE

Aktualnie zamek jest siedzibą Poważskiego Muzeum, a w jego pomieszczeniach umieszczono unikalną w skali światowej wystawę przedmiotów wykonanych wyłącznie z drutu. Można wybrać się do funkcjonującej na terenie zamku kawiarni, albo na spacer po sąsiadującym z zamkiem parku.

<KLIK>

 ZAMEK i PAŁAC W BYTČE

Wracając z zamku Budatin natknęliśmy się zupełnym przypadkiem na niewielką miejscowość Bytča, (która zresztą znacznie bardziej przypadła nam do gustu niż Żylina). Znaleźliśmy tam piękny zespół zamkowo-pałacowy i … przedziwne stworzenie uwięzione w studni.

TROCHĘ HISTORII

Pałac tzw. “Pałac ślubów” wzniesiono w 1601 roku przez Juraja Thurzo.  Ów węgierski możnowładca, wyprawił w tym przybytku weselne przyjęcia siedmiu (sic!) swoim córkom.

Obok pałacu znajduje się renesansowy zamek zbudowany w drugiej połowie XVII wieku na starszych gotyckich fundamentach. To masywna budowla, z wewnętrznym dziedzińcem, okrągłymi basztami i  okazałą, sześciopiętrową wieżą. Ciekawostką jest fakt, że na zamku w Bytčy, na początku XVIII wieku służył jako wojak legendarny zbójnik Juraj Janosik – słowacki bohater ludowy, pierwowzór naszego serialowego Janosika, w kultowym już wykonaniu Marka Perepeczko.

ZWIEDZANIE

Aktualnie w zamku znajduje się Archiwum Państwowe w Bytča, więc nie wszystkie są udostępnione turystom. Pałac ślubów należy natomiast do Muzeum Poważskiego w Żylinie. <KLIK>

Smaczku dodaje znajdująca się przed bramą zamku studia, w której siedzi kilkumetrowy smok (aktualnie w metalowym wydaniu), a według podań niegdyś najprawdziwszy, ogromny, pokryty smoczą łuską potwór, którego uwięziono i którego długi ogon sięgał aż do oddalonej o kilometr rzeki Wag. Jak głosi legenda, nie mogąc się uwolnić sprowadził na miasto straszną powódź.

 

ZAMEK TRENČIN

To prawdziwy kolos. Widać go z daleka. Rozpostarte dumnie na potężnej skale zamczysko góruje nad miastem i od wieków przykuwa wzrok podróżujących.

TROCHĘ HISTORII

Wybudowany na skale, potężny, jeden z największych w Europie. Od XI wieku był zamkiem królewskim, u stóp którego rozwijało się miasto Trenčin. Historia Zamku Trenczyńskiego sięga czasów Imperium Rzymskiego, o czym świadczy zachowany do dziś napis na skale zamkowej, pochodzący z czasów wojen Markomańskich ogłaszający zwycięstwo II legionu rzymskiego nad Germanami w Laugaricium w roku 179 r. n.e. Oryginalny napis można obejrzeć z wnętrza hotelu Elizabeth.

Rzymska inskrypcja głosi: Victoriae Augustorum exercitus, qui Laugaricione sedit, mil(ites) l(egiones) II DCCCLV. (Maximi)anus leg(atus leg)ionis II Ad(iutricis) cur(avit) f(aciendum), czyli „Stworzone przez 855 legionistów armii Augusta Zwycięskiego, którzy stacjonowali w Laugaricio. Powstałe pod nadzorem legata II legionu Maximusa”.

Trenczyn wraz z zamkiem odegrał istotną rolę przede wszystkim w niespokojnych czasach napadów tureckich. Przez wieki, kolejno stanowił majątek kilku doniosłych rodzin szlacheckich. Najsłynniejszym jego właścicielem był niejaki Matúš Čák Trenčiansky, nazywany „Panem Wagu i Tatr” w związku z tym, że władał również kilkoma innymi słowackimi zamkami.  W tym wymienionym wyżej Zamkiem Budatin. Według legendy pod Wieżą Matúša na trenczyńskim zamku jest pochowany właśnie ów słynny Matúš Čák Trenczyński. Jak przystało na zacną legendę pochowano go ponoć wraz z mieczem i ogromnym skarbem, do jego grobowca prowadzi tajemne wejście, obsługiwane przez prastary, wciąż działający mechanizm.

ZWIEDZANIE

Na dziedzińcu zamkowym znajduje się słynna Studnia Miłości. Kolejna trenczyńska legenda głosi, że zakochany po uszy pasza Omar wykopał ją w ciągu roku, aby wykupić z rąk pana zamku swoją narzeczoną – przepiękną Fatimę. Kroniki brutalnie prostują jednak tę romantyczną historię, podając, że bezowocna praca austriackich żołnierzy (nigdy nie dokopano się do źródła) trwała aż 42 lata, a w niespełna 80 metrowej studni gromadziła się i gromadzi wciąż co najwyżej deszczówka.

Po zwiedzeniu zamku warto wybrać się na spacer po uroczym trenczyńskim rynku u podnóża zamku, gdzie znajdziecie sporo klimatycznych kawiarenek i kilka restauracji. Natkniecie się również bez problemu na jedną z bardziej popularnych atrakcji miasta, choć dość osobliwą jak na mój gust tj. fontannę przedstawiającą wyłażącego ze studni Wodnika Walentego, plującego wodą na odległość ku uciesze młodych i starych. Niby śmieszno, ale jednak trochę creepy.

I na koniec dobra rada: samochód można zostawić na jednym z parkingów w centrum miasta, a przed wejściem na zamek udać się najpierw do hotelu Elizabeth, żeby KONIECZNIE zobaczyć najpierw unikatowy rzymski  napis, tak rzadki wszak eksponat w naszej części kontynentu, a dopiero potem jedną z kamiennych uliczek udać się pieszo aż do zamkowych bram.

<KLIK>

Facebook   i   Instagram

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Facebook