CZYTANIE DZIECIOM … Z MIŁOŚCI

Nieskromnie przyznać muszę, że nie najgorzej nam chyba wychodzi to całe wychowywanie małych ludzi. Chodzą wszak te nasze pisklęta po tym łez padole względnie ogarnięte, zwykle uczesane, ubrane w miarę schludnie i czysto. Zęby szczotkują, ręce myją i kłaniają się sąsiadom. Jedzą warzywa, zażywają witamin i ruchu, a nawet jakoś specjalnie nie podpadają pracownikom placówek oświatowych. Tylko się cieszyć.

Oczywiście ile się człowiek przy tym nabiega i nagdera to jego. Ileż łez i potu wylać musi, żeby ci mali wyrośli na dużych, w miarę życiowo rozgarniętych i jeszcze ze zdrowymi nawykami wrytymi w podświadomość. Całkiem sporo, wiadomo. Nie da się  jednak ukryć, że wzięliśmy sobie to wszystko na głowę z pełną premedytacją. Nawet o dziwo satysfakcję w tym znajdujemy i radość. O ile wprawdzie gotowanie brokułów, czyszczenie małych uszu, czy pranie tycich gatek nie należy do jakichś szczególnych uciech, to na szczęście nie samą strawą i higieną człowiek żyje. Nawet taki oto mały człowiek.

Gdyby ktoś mnie pytał opowiedziałabym bez wahania, że jedną z większych przyjemności wynikających z posiadania potomstwa jest możliwość czytania im książek. Ta chwila, kiedy kiedy przytulają się do ciebie rozgrzane poliki w oczekiwaniu na opowieść jest nie do przecenienia. To jest ten moment, w którym czas zwalnia, a ty wysiadasz z codziennej karuzeli. Magia zaczyna działać i jesteście wreszcie autentycznie razem. Nie gdzieś obok. Nie „zaraz, za chwilę”, ale …

TU I TERAZ

Nie dość, że dzięki wspólnemu czytaniu dzieci wyciszają się po całodniowej gonitwie. Nie dość, że uczą się. Modelują życiowe postawy, Rozwijają wyobraźnię. Kształtują swój światopogląd. Rozbudzają ciekawość świata. Jakby tego było mało książki stają się dla nich naturalnie niezbędnym elementem życia, zabawy i sposobem na spędzanie czasu. Tak, tak nawet w tych straszliwych czasach smatfonów, tabeltów u innych cudów techniki.

I choć przyznaję, życie to nie bajka i czasami zwyczajnie trudno wygospodarować nawet tych kilka minut na czytanie dzieciom, to nie mam też najmniejszych wątpliwości, że warto. To jest to po prostu jedna z lepszych rzeczy, które możemy dla nich zrobić. Kiedy na ciszę wyzierającą złowrogo z ich pokoju reagujesz nagłym wtargnięciem, a tam zamiast obrazków z filmu grozy widzisz swe latorośle zatopione w lekturze, to jest bez wątpienia jeden z bardziej rozczulających widoków i przy okazji jawny dowód na to, że przykład z góry działa.

CZYTAMY = KOCHAMY

Wierzę w to mocno, więc i książek dla dzieci mamy sporo, przyznaję. Ich biblioteczka, mimo systematycznego odchudzania wciąż się rozrasta, ale nie martwi mnie to zupełnie. Owszem, dostaję małpiego rozumu na dziele z literaturą dziecięcą i rozpływam się zwykle nad pięknymi wydaniami, wzruszającym tekstem i genialnymi ilustracjami, a do naszych absolutnych ulubieńców należy duet Przemysław Wechterowicz i Emilia Dziubak. Ich książki łączą w sobie to wszystko.

Wzruszające niedźwiedzie, które proszą „Niech mnie ktoś przytuli”, chwytająca za serce opowieść o zwierzątkach niosących „Uśmiech dla żabki” czy wreszcie niezwykle zabawna opowieść dzięki której można choć przez chwilę „Być jak tygrys” to pozycje absolutnie obowiązkowe przy łóżkach naszych dzieci.

Wpis powstał w ramach kampanii społecznej

#KOCHANIEprzezCZYTANIE

organizowanej przez http://www.savethemagicmoments.pl

Akcja objęta patronatem fundacji Cała Polska Czyta Dzieciom ma za zadanie wspierać codzienne czytanie dzieciom.

Facebook   i   Instagram

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Facebook