PAMIĄTKI Z WAKACJI

pamiątki z wakacji 24

Różnie z tym bywa. Niektórzy potrafią zadowolić się kilkoma znalezionymi na plaży muszelkami, albo niewiele większymi od ziarenek piasku okruchami bursztynów. Inni nie wrócą bez oryginalnego afrykańskiego bożka płodności, albo posążka Buddy. Jeszcze inni z każdej wyprawy, nawet tej do najmniejszej dziury, przywożą magnesy na lodówkę, lokalne alkohole, kosmetyki i najwymyślniejsze przysmaki. W sumie panuje w tym temacie dowolność pełna. Póki pamiątką z wakacji nie są jakieś podejrzane substancje, prowadzące wprost do celi w kolumbijskim więzieniu, jakaś swędząca, krwotoczna wysypka rozpstrzestrzeniająca się błyskawicznie wśród współtowarzyszy podróży, albo nie daj Bóg wywołująca poranne mdłości i zawał rodziców przy okazji kinder niespodzianka u wychuchanej jedynaczki, to chyba nikomu nic do tego z czym wracamy z wojaży.

Zasadniczo jeśli sprawia ci radość podziwianie wykrzywionych w okrutnym grymasie afrykańskich masek i wieszasz je z zapałem jedna przy drugiej, bo przypominają ci najpiękniejsze urlopowe chwile, a przy okazji masz w nosie, czy mieszka w nich jakiś demon, czy inna siła nieczysta, to przecież Twoja sprawa, prawda? Jeśli ustawiasz w swej kuchni drugą, dodatkową lodówkę, bo nie masz już gdzie przyczepiać słynnych regionalnych magnesików, to też nikomu nic do tego. Pewnie każdy z nas kiedyś przywiózł z wakacji jakąś pierdołę, jakąś durnostojkę, która nas urzekła, a zaraz po przywiezieniu do domu nagle straciła swój urok i w jakiś tajemniczy sposób zmieniła się w tandetę i totalne barachło. Ale zapewne też każdemu udało się, przynajmniej raz w życiu, przywieźć z urlopu drogocenny klejnot, wybitny specjał, no skarb prawdziwy. Mój osobisty mąż jest tego najlepszym przykładem, ponieważ przywiózł sobie z wakacji mnie 😉

Wiadomo, że chodzi o to, żeby po urlopie mieć gdzieś w zasięgu wzroku przynajmniej przez chwilę jakąś namiastkę tej ulotnej, letniej beztroski. Jak inaczej tłumaczyć wieszane w blokach wielkich miast obrazy przedstawiające kołyszące się u nabrzeży kutry, ustawiane na półkach wieże Eiffla i piramidy Cheopsa.

I ja zwoziłam muszelki i bursztyny, patyki wyrzucone przez morze i wątpliwej urody odpustowe maskotki. Pamiętam do dziś, gdy w wieku lat dziewięciu i pół wróciłam z kolonii z Pucka z różowym płóciennym kapelusikiem, na którym pół tej kolonii złożyło swoje autografy, a moja troskliwa mama, bez mrugnięcia okiem uprała ów drogocenny kapelutek, uprzednio traktując go wybielaczem. Zamiast cennej pamiątki z wakacji wyciągnęłam z pralki wyblakłą, badziewną czapę. Zgroza.

Z naszych wakacji też przywozimy wspomnienia zamknięte w jakichś przedmiotach. Najczęściej są to oczywiście zdjęcia, ale wcale nie dziwi mnie i nie przeszkadza mi zupełnie, że dzieci mają potrzebę kolekcjonowania wakacyjnych wspomnień z formie bardziej dosłownej, namacalnej wręcz. To chyba zupełnie naturalne. Oczywiście wszystko w granicach rozsądku. Kiedy Młoda z błyszczącymi oczami przeczesuje nadmorskie stragany w poszukiwaniu idealnej pamiątki z wakacji, widzę w niej siebie sprzed lat. Drobiazg przywieziony z wakacji, to żadna fanaberia. To tradycja.

Fajnie, kiedy oprócz badziewnego portfelika, czy plastikowych koralików dziecko ma szansę wrócić z rodzinnych wakacji z czymś co rodzinnie stworzyło. Taki zamek na plaży zbudowany z tatą i uwieczniony na zdjęciu tuż przed wielkim, kolektywnym burzeniem to jest coś. Albo taka namalowana wespół z mamą, na wyłowionym z morza kamyku, (przy użyciu wszystkich lakierów do paznokci, które znalazły się w jej kosmetyczce!) – ryba. To dopiero suwenir. To są zamknięte w przedmiocie wspomnienia. Właścicielka tych drobnych rączek jeszcze długo po tym jak pogubi wszystkie plastikowe, kupione na nabrzeżu koraliki będzie pamiętać, ten wieczór, kiedy uczestniczyła w akcie tworzenia ławicy kolorowych kamiennych rybek. Jestem prawie pewna, że będzie pamiętać nie tylko tę sytuację, nie tylko to jak bardzo się starała, ale też to o czym rozmawiałyśmy i jakie byłyśmy sobie bliskie w tamtej chwili.

pamiątki z wakacji

Rok temu podczas wakacyjnych wieczorów, popełniałyśmy z córką podobne pamiątki. Zrobiłyśmy ich taką liczbę, że zabranie wszystkich do domu wydawało sie mało rozsądnym posunięciem. Namówiłam ją więc, żeby bez żalu porzuciła część z nich przy brzegu, dokładnie w miejscu gdzie wcześniej wyławiała co gładsze sztuki. Kolorowe kamyki błyskawicznie rzucały się w oczy plażowiczów, którzy na naszych oczach zamieniali się w poławiaczy tajemniczych kolorów i kształtów. Młoda do dziś opowiada historię o tym jak zupełnie obcy nam ludzie, wyławiali z morza malowane przez nią kamyki, układali je na swoich ręcznikach, bawili się nimi ze swoimi dziećmi, a potem zabierali ze sobą, nomen omen jako pamiątki z wakacji.

pamiątki z wakacji 27 pamiątki z wakacji 28pamiątki z wakacji 26

pamiątki z wakacji 25

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Facebook