MAGIA ŚWIĄT

Jakoś nie spieszy mi się w tym roku do garów zupełnie. Nawet pierników jeszcze nie poczyniłam, o pierogach i innych frykasach nie wspominając. Nie zrobiłam też, co już kompletnie do mnie nie pasuje, ani jednej, choćby najkrótszej listy zakupów, uwzględniającej wszystkie niezbędne puszki groszku, wiadra śledzi i kilogramy sera.  Działam bez pośpiechu. Na luzie. Normalnie, sama siebie nie poznaję.

Wymyśliłam sobie w tym roku święta bez spiny. Pomyślałam, że zamiast szorować podłogi i ucierać serniki odhaczając z mozołem kolejne punkty programu pójdę ze starym do kina. Zamiast szorować fugi strzelę sobie zimowego, sznurkowego jelenia na ścianę, który chodził za mną od miesięcy. Zamiast w jedną noc, podpierając się nosem, jak zwykle zresztą pakować wszystkie czterdzieści trzy prezenty kupię je wcześniej, a pakowanie sprytnie rozłożę na raty.

Pomyślałam, że tym razem mogłoby być spokojniej. Moglibyśmy się obejść bez napięć i niepotrzebnej nerwówki. Czemu nie? Pomyślałam, że ograniczymy do minimum stanie przy garach, a na świąteczne porządki zwyczajnie przymkniemy oko. I tak mi było dobrze z tą myślą. Nawet tego rzeczonego jelenia popełniłam. Choć przyznam, że kiedy zamiast lepić pierogi wbijałam gwoździe czułam lekki dyskomfort. Widocznie jestem przypadkiem beznadziejnym bo mimo tych wszystkich postanowień im bliżej świąt tym wyraźniej wyczuwam tę znajomą podskórną nerwowość. Zaczynam słyszeć głosy. Jeszcze cieniutkie wprawdzie, słabiutkie, ale z każdym dniem nabierające mocy. Na święta wszystko przecież powinno być zrobione na tip top. Podłogi muszą lśnić, a uszka pływać z gracją w barszczu. Żarcia ma być obowiązkowo jak dla pułku wojska. Gary zalegać powinny nie tylko w lodówce, ale i na balkonie. Człowiek ma się urobić po pachy, rąk nie czuć, a przy wigilijnym stole zasypiać na siedząco. Z dwunastu potraw nagle zrobi się dwadzieścia. Padać będziemy na twarz.  Taka tradycja.

Może dla odmiany zamiast na trzecim rodzaju ryb w galarecie i śledziach na sześć sposobów skupimy się na ludziach, który przy tym stole z nami siedzą. Może jednak opamiętamy się w porę? Zanim na zawsze zabraknie czyjegoś głosu, a my zostaniemy urobieni po pachy z tymi sernikami, makowcami i śledziami.

Spokojnych Świat Kochani,

magia świąt

Mały update:

na chwilę publikacji tego wpisu pierniki zostały  jednak upieczone, a nawet w znacznych ilościach pożarte. Matczyne serce jest miękkie jak gąbka.

Instrukcja zrobienia dekoracji w stylu string art.:

Potrzebna będzie decha (miękka) u mnie sosnowa. Dekoracyjna bejca do drewna. Małe gwoździki. Ołówek. Drukarka, jeżeli chcemy posiłkować się gotowym szablonem. Jakiś uchwyt, zawieszka – jeśli ma zawisnąć na ścianie.

Deskę przecieramy papierem ściernym, żeby pozbawić ją ewentualnych nierówności, drzazg, etc. Na przygotowanej w tej sposób desce rysujemy ołówkiem kontur – w moim przypadku głowy jelenia. Wbijając delikatnie gwóźdź zaznaczamy miejsca gdzie docelowo będziemy wbijać wszystkie gwoździe. Następnie dokładnie wycieramy ołówek. Można wydrukować sobie szablon w odpowiednim rozmiarze, wydruk przymocować do deski (np. taśma klejącą, żeby się nie przesuwał) wbijać gwóźdź, miejsce po miejscu w celu zaznaczenia punktów wbicia. Następnie bejcujemy drewno. Ja zrobiłam to dwa razy. Po wyschnięciu bejcy wbijamy gwoździe we wczesnej zaznaczone miejsca. Następnie pora na owijanie  bawełnę J Przywiązujemy cienki sznurek (u mnie biały kordonek) do jednego z gwoździ i oplatamy kolejne, aż do uzyskania pożądanego kształtu.

 Do zobaczenia na Facebooku   i   Instagramie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Facebook