ZAJĘCIA DODATKOWE CZYLI KLĘSKA URODZAJU

zajęcia dodatkowe 1Na przekór tym, którzy współczująco zerkają w stronę dzieciaków maszerujących do szkół zaryzykuję stwierdzenie, że początek września jest jednak znacznie trudniejszy dla ich rodziców. Rodzice zasadniczo mają przechlapane nieustannie, ale we wrześniu to już w ogóle wybitnie. Ci, którzy ubolewają nad losem nieletnich, lamentując że oto ranne wstawanie się zaczyna, że ciemno i zimno lada chwila będzie, a one biedne żuczki przez te kałuże i bajora brnąć będą musiały do szkół i przedszkoli chciałam przypomnieć tylko, że ktoś to całe towarzystwo będzie zmuszony teraz codziennie ogarnąć. Trzeba będzie przestawić grafiki i budziki, żeby dzień w dzień odpowiednio wcześniej obudzić, ocucić, wyciągnąć z łóżek za uszy, karmić na śpiocha prawie, poganiać, pospieszać i dopilnowywać, co by względnie punktualnie dotarły gdzie trzeba. Prócz tego człowiek sam się przecież musi doprowadzić do względnego ładu, ogolić, czy zrobić oko, żeby społeczeństwa po drodze nie strasząc stawić się w pracy na czas.

Do tego dochodzi jeszcze cała szkolna wyprawka, której kompletowanie nie tylko słono kosztuje, ale jeszcze szarpie nerwy irytując zatłoczonymi parkingami i niekończącymi się kolejkami do kas.

I nawet jeśli się wycwanisz i wszystko co potrzebne zakupisz przezornie wcześniej, a twoje dzieci to ranne ptaszęta, które o poranku są rześkie niczym zefir, to i tak we wrześniu czeka cię droga przez mękę. Początek roku szkolnego to bowiem prawdziwy sezon polowań na rodziców. Bezkrwawe to wprawdzie polowania, nastawione jednakowoż na zagarnięcie naszej nomen omen krwawicy. Zaczęła się szkoła – zaczyna się polowanie na chętnych na zajęcia dodatkowe*.

I to od razu z grubej rury. Zanim jeszcze odpowiesz sobie na pytanie, czy Twoje dziecko potrzebuje takich zajęć, albo o zgrozo czy w ogóle chce w takich zajęciach brać udział zostajesz zasypany ofertami, ulotkami, nękany mailami i napastowany przez hostessy. Wątpliwości, czy zapisywać dziecko na zajęcia dodatkowe, zostają szybko zagłuszone zapewnieniami o ich życiowej dla niego przydatności. A w przypadkach wyjątkowego z naszej strony oporu na namowy i zachęty spodziewać się należy wytoczenia najcięższego działa, czyli: Jak to? Nie chcesz, żeby Twoje dziecko osiągnęło życiowy sukces?  Przecież wiadomo, że lekcje fechtunku sprawią, że nie będzie miało problemów z koncentracją, garncarstwo bankowo je wyciszy, jazda konna poprawi koordynację ciała, warsztaty teatralne dodadzą pewności siebie, a bez czarnego pasa w karate i wszystkich po kolei certyfikatów z angielskiego w ogóle nie osiągnie sukcesu, popadnie w depresję, nigdy nie znajdzie roboty i ostatecznie stoczy się w otchłań rozpaczy.

I jak tu nie dać się zwariować, nabrać i naciągnąć? Jak nie przeładować dzieciaka obowiązkami? A z drugiej strony, jak nie zaprzepaścić jego zdolności i talentów? Jak nie zmarnować szans? I niech mi ktoś teraz powie, że bycie rodzicem to żadna filozofia.

Jakie zajęcia dodatkowe wybrać?

I czy w ogóle wybierać? Myślę sobie, że jeżeli oczywiście pozwala nam na to budżet, to pewnie. Jedno dodatkowe zajęcie pozaszkolne, czy nawet dwa  tygodniu, nie doprowadzą raczej naszego potomka do wycieńczenia, a są to jednak dodatkowe dla niego bodźce, szanse na poznanie – zrobienie czegoś nowego, albo po prostu sposób na uatrakcyjnienie pozaszkolnego czasu. Często też możliwość nauczenia się funkcjonowania w innej społeczności niż ta już znajoma – klasowa, czy przedszkolna. O zdobywaniu nowych umiejętności nawet nie wspomnę. Dlatego jak najbardziej jestem na tak. Tylko co u licha wybrać?

I czym w tym wyborze się kierować?

Szczerze, nie mam zielonego pojęcia. Mieszkając pod jednym dachem z trzecioklasistką, która miewała już różne w tym zakresie pomysły, powinnam przecież co nieco wiedzieć o tej szkolnej i poza szkolnej rzeczywistości, ale w sumie jedyne co na ten temat  przychodzi mi do głowy, to SPOKÓJ. Tylko spokój nas może uratować. Nie ma najmniejszego sensu słuchać  gróźb, że oto za chwilę zamkną przed naszym dzieckiem listę zapisów na lekcje pianina i w ten sposób, nasza opieszałość zniszczy mu przyszłość i zrujnuje marzenia. Pośpiech nigdy nie jest dobrym doradcą.

To dopiero początek roku, więc naprawdę mamy jeszcze czas. Przede wszystkim na to, żeby marzenia tych małych ludzi po prostu poznać. Marzenia, ale też możliwości. Przyjrzyjmy się tym naszym dzieciakom, tak po ludzku. Zastanówmy się, czy aby nie uszczęśliwiamy ich na siłę. Czy przypadkiem z rasowej artystki nie chcemy zrobić księgowej, a z urodzonego sportowca – wirtuoza skrzypiec? Wachlarz możliwości jest przecież imponujący.

Jako cioteczka dobra rada zalecam przede wszystkim spokój i rozsądek. Nie wszystko co podoba się dzieciom koleżanki spodoba się Twoim. Nie wszystko czym jarają się moje dzieci zafascynuje Twoje.

I na koniec najważniejsze. Uzbrój się w tonę cierpliwości, najlepiej parę ton nawet, tak na wszelki wypadek, bo dzieciaki oprócz niezwykłego entuzjazmu i szczerego zachwytu nad nowościami w ich życiu mają jeszcze tę szczególną cechę, że niestety bardzo szybko tracą zapał.

zajęcia dodatkowe 3zajęcia dodatkowe 4*Niewykluczone, że mieszkając w dużym mieście mam nieco spaczony obraz sytuacji. Wcale się też nie upieram, że wszędzie jest dokładnie tak samo i zapewne są też takie miejsca gdzie istnieją wręcz deficyty w tym zakresie, ale w naszym przypadku, to aż coś w rodzaju klęski urodzaju.

***

Podoba Ci się tekst, albo zdjęcia, albo jedno i drugie? 🙂 będzie mi miło jeśli zostawisz pod nim komentarz lub udostępnisz go swoim znajomym, a jeśli chcesz być na bieżąco z tym co tutaj wyczyniam możesz polubić funpage na Facebooku albo Instagram.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Facebook