MATKA KARMIĄCA POCZĄTKUJĄCA

jak karmić noworodka

Matka karmiąca – początkująca … i nagle okazuje się, że oczywiście wszyscy lepiej od niej wiedzą jak karmić noworodka

Największą zmorą młodych matek, tuż obok braku snu, braku pewności siebie i braku czasu na długą relaksującą kąpiel, jest strach. Młode matki, choćby te najbardziej harde boją się, że nie podołają, coś zrobią nie tak, najzwyczajniej w świecie nie dadzą rady. Ten strach zasadniczo dotyka wszystkich, którzy mają do czynienia ze zmianą, z czymś zupełnie nowym w swoim życiu. No, a w końcu nic tak nie pachnie nowością jak nowonarodzone dziecko.

W przypadku noworodka ten strach jednak jest dużo mocniejszy, bo nie chodzi tu o nowe mieszkanie, nową pracę, czy nowy związek. Tutaj chodzi o człowieka, który na dodatek jest bezbronny i zupełnie zależny od tej biednej, wystraszonej matki. Taka matka z kolei to łakomy kąsek dla wszystkich samozwańczych specjalistów od przewijania, znawców usypiania, a przede wszystkim jedynych i nieomylnych autorytetów w dziedzinie karmienia. Nagle okazuje się, że każdy, oprócz rzeczonej młodej matki rzecz jasna, doskonale wie jak karmić noworodka. Mało tego każdy z tych ekspertów rości sobie prawo do pouczania biedaczki i obowiązkowo do krytykowania tego jak karmi, czym karmi, jak często karmi i nawet gdzie karmi.

Na starcie mojej macierzyńskiej przygody czułam się często jak w ukrytej kamerze, mając nieodparte wrażenie, że każdy kto widzi mnie z dzieckiem, tuż po „o jakie śliczne!“ wyjeżdża z pytaniem: „ale karmisz piersią, tak?“. Dotyczyło to zarówno sąsiadek, wszystkich cioć i kuzynów, bez względu na stopień pokrewieństwa, byłego faceta, pana Zdzisia z warzywniaka, koleżanek z pracy, no i oczywiście mojej faworytki, pani farmaceutki, z którą spotykałam się po przeciwnej stronnie aptecznej lady, za każdym razem tkwiąc w dziwnym przekonaniu, że oto nadszedł ten dzień, w którym kategorycznie odmówi mi sprzedaży puszki magicznego, życiodajnego proszku. Wszyscy też, oczywiście nie znając naszej historii, zakładali z góry, że skoro nie karmię naturalnie, to nie leży mi na sercu dobro mojego dziecka, ba to dziecko jakby wcale nie było tylko moje. Ono było dobrem narodowym i sprawą najwyższej wagi.

Do tego, że mleko matki jest najlepszym pokarmem dla dziecka, naprawdę nikt nikogo mnie nie musi przekonywać. To jest dość oczywiste. Jego wartości odżywcze są nie do przecenienia, wzmacnia odporność, wspomaga rozwój, więź matki z dzieckiem, a podobno nawet chroni przed alergiami. Samo dobro. Każda matka o tym wie, serio nawet ta bardzo młoda. Mało tego ona nie tylko wie, że tak jest, ona to czuje i dlatego kiedy z jakiegoś powodu nie może w ten sposób karmić swego dziecka przeżywa prawdziwy koszmar. Uczucie totalnej porażki narasta za każdym razem, kiedy jakiś „życzliwy“ samozwańczy ekspert próbuje przekonać ją do czegoś, dla niej nieosiągalnego.

Z dwójki moich dzieci każde karmione było inaczej, dlatego z pewnością lepiej niż pan Zdzisio z warzywniaka znam zalety i wady każdego z tych rozwiązań. Z doświadczeń naszej rodziny wynika, że karmienie mlekiem modyfikowanym wcale nie jest kłopotliwe i problematyczne, i nie jest prawdą, że przygotowanie takiego mleka zajmuje wiele czasu. Właściwie według mnie jedyną jego wadą są koszty, które trzeba regularnie ponosić, a których unika się w przypadku karmienia w sposób naturalny, a ma w porównaniu do świętego pokarmu matki rodzicielki wbrew pozorom też sporo plusów.

zalety karmienia mlekiem modyfikowanym

Po pierwsze:

Takie mleko daje Ci praktycznie pełną kontrolę nad ilością wypitego przez malucha mleka. Częstą zmorą młodych matek jest ciągła niepewność, czy dziecko się już najadło, czy wręcz przeciwnie, nadal ryczy z głodu. Ja ciągle miałam ten problem.

Po drugie:

Możesz karmić dziecko na zmianę z partnerem, albo inną bliską Wam osobą. Dzięki temu można w ten sposób wzmacniać więź nie tylko mamy z dzieckiem, ale też więź dziecka z tatą, czy z babcią na przykład.

Po trzecie:

Nie musisz stosować żadnej diety. Nie musisz przestrzegać restrykcyjnych wytycznych, co wolno Ci zjeść, a czego kategorycznie nie, a to bardzo ułatwia życie.

Po czwarte:

Masz więcej swobody, żeby nie nazywać tego stanu wolnością 😉 Możesz, bez większych problemów, bez odciągania i zamrażania, zostawić dziecko pod opieką innej osoby. Przygotowanie porcji mleka modyfikowanego jest banalnie proste.

Po piąte:

Masz szansę się wyspać. No może bez przesady, ale powiedzmy pospać odrobinę dłużej. Dzieci karmione mlekiem modyfikowanym zwykle są dłużej najedzone i dzięki temu rzadziej budzą się w nocy.

Po szóste:

Dziecko możesz nakarmić praktycznie wszędzie, bez konieczności gorączkowego szukania jakiegoś ustronnego miejsca. Dla mnie akurat to było bardzo istotne. Nie znosiłam karmić publicznie, narażając się na spojrzenia ciekawskich, albo nawet niewybredne komentarze, a często jedyną alternatywą było karmienie w toalecie, albo jakimś równie mało przyjemnym miejscu.

Droga młoda matko, przejmująca się wszystkim co dotyczy Twego dziecka, jesteś łatwym celem niestety. Żeby przetrwać po prostu musisz mieć twardą skórę, uodpornić się na dobre rady i krytykę „życzliwych“. Nie masz wyjścia. Jeśli nie możesz karmić naturalnie, to nie jest to jeszcze koniec świata i niech Ci tego nikt nie wmówi! Nie czerp wiedzy na temat karmienia Twego dziecka z wątpliwych źródeł, nie słuchaj samozwańczych specjalistów, cioć, które nigdy nie karmiły, albo babć, które karmiły 100 lat temu. Szukaj natomiast prawdziwych ekspertów i bezpiecznych rozwiązań dla dziecka. Profesjonalnych rad na temat karmienia dzieci nie dostaniesz od żadnego tam pana Zdzisia.

I głowa do góry, uzbrój się w cierpliwość bo jeszcze nie takie problemy przed Tobą. HA! 😉

Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej o karmieniu mlekiem modyfikowanym zajrzyj tu: http://www.enfamil.pl/pl/articles-videos/karmienie-mlekiem-modyfikowanym-i-karmienie-laczone

co ile karmić noworodka

***

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, albo zdjęcia, albo jedno i drugie 🙂 będzie mi miło jeśli zostawisz pod nim komentarz lub udostępnisz go znajomym, a jeśli zechcesz być na bieżąco z tym co tutaj wyczyniam i polubisz mój funpage na Facebooku albo mój Instagram, to już w ogóle czad!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Facebook