PRZEZ PĄCZKOWANIE

pączki 1

Wprawdzie niektórzy ciągle jeszcze szusują po ośnieżonych stokach i z ostanich chwil ferii wyciskają wciąż ile się da, a i my wczoraj zaledwie upchnęliśmy spodnie narciarskie w najgłębsze szafy czeluście, ale nie da się ukryć, że nadchodzi zmiana dekoracji. Niedługo przyjdzie nam zrzucić zimowe swetrzyska, a zanim się obejrzymy znowu w piecu rumienić się będą wielkanocne baby. Potem nastąpi tradycyjne przed sezonem bikini zaciskanie pasa w panice. Jak co roku zresztą.

Póki co na tapetę wjeżdża ni stąd, ni zowąd Tłusty Czwartek i obowiązkowe rzecz jasna pączki. Taka klamra powiedzmy spinająca wszystkie zimowe gastroniomiczne grzechy i kulinarne rozpusty. Niewykluczone, że jestem odmieńcem w tej kwestii, ale mnie osobiście zima zawsze rozbestwia w temacie kuchennym. W naszym domu kaloryczność posiłków wraz ze spadkiem temperatur niebezpiecznie wzrasta. Im wiecej śniegu za oknem i im chłodniejszy wiatr dmie, tym łatwiej rozgrzeszam się z kolejnego ciasta. Przy trzaskającym mrozie najchętniej w ogóle nie wychodziłabym z domu, a dokładnie rzecz ujmując z kuchni. Szczęśliwie żyć mi przyszło w tym kraju nad Wisłą, a nie w jakimś dajmy na to kanadyjskim Baker Lake, gdzie poranek wita mieszkańców ponad czterdziestostopniowym mrozem. Bankowo przykułabym się wówczas do piekarnika, zapasła się i obowiązkowo wpędziła w cukrzycę. O tak, już sobie wyobrażam tę moją zwalsitość i żyły zapchane cholesterolem. Hell yeah!!!

Dobrze więc (dla mnie na pewno), że ta zima się jednak u nas dość szybko kończy, choć diabli wiedzą czy jeszcze nie przypuści jakiegoś zdradliwego i podstępnego ataku. Być może jeszcze przedwcześnie, ale żegnam już ją grzecznie i bez żalu, z nadzieją, że naprawdę się wyniesie i nie ośmieli się wrócić wcześniej niż w grudniu. Taka mnie przegromna tęsknota za ciepłem i słońcem dopadła – już sama nie wiem, czy przez to całe pączkowanie czy upychanie narciarskich spodni w czeluściach szaf.

pączki 2

pączki 3pączki 4pączki 5pączki 6

BŁYSKAWICZNE PĄCZKI (BEZ DROŻDŻY)

dla zabieganych i zapracowanych i tych, którzy drożdży zapomnieli nabyć

Składniki:

  • 1 1/2 szklanki mąki pszennej
  • 200g śmietany 18%
  • 1/2 szklanki cukru pudru
  • 1/4 kosztki (50g) masła
  • 1 jajo
  • 1 łyżeczka spirytusu ewentualnie łyżka nalewki (ja dałam wiśniówkę – też się nada)
  • 1 łyżeczka ekstraktu wanilii
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej

Masło rozpuścić i ostudzić. Śmietanę, jajo, cukier puder, spirytus, ekstrakt waniliowy wymieszać, następnie dodać ostudzone masło. Przesianą mąkę dokładnie połączyć z sodą oczyszczoną. Suche składniki wsypać do mokrych i wymieszać. Zagnieść miękkie ciasto. Ciasto podzielić na kilka części i z każdej uformować wałek (tak jak przy przygotowywaniu kopytek). Odcinać nożem 2-3 cm kawałki, delikatnie uformować z nich kulki i ułożyć na blacie oprószonym mąką. W dużym rondlu lub na głębokiem patelni rozgrzać olej (sporo, tak aby pączki zanurzać do połowy). Pączki smażyć (nie za gęsto, po kilka bo fajnie rosną) na złoty kolor z obu stron. Odsączyć na papierowym ręczniku, wystudzić i oprószyć cukrem pudrem.

***

Podoba Ci się tekst, albo zdjęcia, albo jedno i drugie? 🙂 będzie mi miło jeśli zostawisz pod nim komentarz lub udostępnisz go swoim znajomym, a jeśli chcesz być na bieżąco z tym co tutaj wyczyniam możesz polubić funpage na Facebooku albo Instagram.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Polub mnie!